oczymadziobaka blog

Twój nowy blog

Nie jest dobrze. Z dnia na dzien coraz mniej wolnego czasu, ba brak czasu nawet na codzienne obowiązki. Próby skrócenia długości snu bez efektu. Farma zbliża się wielkimi siedniomilowymi krokami. Rano psychiatria. To już ostatni tydzień,więc jakąś tam opinię o tych zajęciach mam, na początku strasznie stresujące, teraz bardziej mnie już męczą, szczegółnie podczas 4godzinnych wykładów na siedząco.
Jeśli jakimś cudem wygospodaruję jeszcze chwilkę, to wypocę jakąś dłuższą/lepszą/ mam nadzieję ciekawszą notkę, o ile będę pamietać, bo z pamięcią coraz gorzej. Czyżbym się starzała?!

Apsik!!

Brak komentarzy

Tydzień rozpoczęłam cieknącym nosem i gapowatą miną powstałą w wyniku konieczności oddychania prze usta. Do tego, pogoda się rypła, więc od jutra trzeba się przeprosić z czapką,szalikiem i rękawiczkami, bo się nigdy nie wyleczę. Śmieszne, bo wystarczyło,żeby pogodynka zapowiedziała śnieg w tym tygodniu, a sklepy zapełniły się kobietami kupujacymi cieplejsze buty. Najśmieszniejsze jest to,że do sklepu w tym samym celu i  z tego samego powodu trafiłam ja. Tłumy niesamowite, ale przynajmniej wyjątkowo były w asortymencie buty  w małym rozmiarze;)
W szkole nuddddyyyyy. Niby zmiana przedmiotu, a miejsce to samo i nudno tak samo też.
eh, weekend spędzam w domu, bo mnie to miasto wykańcza. taaaa, po 3 tygodniach… Ostatni weekend był dłuuugi,a ja zamiast do domu, biegałam po mieście. Za to mam w kieszeni cefrifikat z kursu BLS (okazało się,że nie liczy sie wielkość a technika) i wspomnienia ze wspaniałej gali z okazji 200-lecia uczelni. A, no katar mam jeszcze po
weekendzie, chociaż nie wiem ile w nim winy zajęć na oddziale dziecięcym.
FIN

Czas relaxu

2 komentarzy

Pierwszy tydzień roku zakończony. Śmieszne kolokwium zaliczone. Pupa boli od siedzenia i wreszcie się wyspałam. Z planów na ten semestr zaczynam sie powoli wywiązywać. Zapisałam się na wloski, mimo obietnic-sama, na fitness zapisala mnie koleżanka, pierwsza cotygodniowa impreza już jutro, nawet usiadłam we wtorek po zajęciach do farmy i poczytalam o immunosupresji. Angielski dostalam w bonusie do włoskiego,więc pozostaje mi tylko klepanie slówek w domu. Spotkania koła jeszcze nie było, więc największe wywzwanie tego roku dopiero przede mną. Kto zna sposób na wydłużenie doby??
W sprawach pozanaukowych muszę się niestety zgodzić z N.,że kobiety są jednak głupie. Ciągnąc ten wątek, czasami wystarczy kilka dni, a wszystkie wątpliwości znikną. Co nie znaczy,że nie pojawią sie nowe, szczegolnie, gdy koleżanka pomacha ci przed nosem pierścionkiem zaręczynowym na palcu.
Mam wielki burdel w szafie i muszę sie nim zająć, bo po wprowadzeniu się dokonanym przez Żubreca, nic nie mogę znaleźć i czynię ten burdel jeszcze większym.
Czyli dziś wybieram sprzątanie …;)

Nowy rok…

Brak komentarzy

Jak w szkole podstawowej. Przychodzę na 8.30 i siedzę do 12.15 na seminariach oddzielonych od siebie przerwami. Ławki są  niewygodne,więc  po 2h tak mnie boli pewna część ciała,że trudno mi się skupić. Za to stale chce mi się spać. Dziś drobne urozmaicenie nastąpiło i poszliśmy na oddział, by tam dla odmiany posłuchać tego samego, co na seminariach. W piatek kolokwium, a ja nadal psychicznie na wakacjach.
W grupie mamy teraz 23 osoby, już sobie wyobrażam, jak będą wyglądały kliniki. Biedni pacjenci:/
WUM nadal działa po swojemu i żeby coś załatwić trzeba w dane miejsce przyjść przynajmniej 2 razy, bo za pierwszym akurat nie ma pani sekretarki. Kiedys mnie wykończy ta organizacja. Dzień Rektorski jednak został ogłoszony, chociaż należy być przygotowanym,że do następnego piątku w tej kwestii wiele się może zmienić.
FIN

Do końca wakacji pozostały już właściwie godziny. Jutro pobudka o 7 i zabieramy się do pracy. Smutne…
Baterie na najbliższy semestr naładowane podczas tygodniowego after-camp z kołem i grupą. Całe dnie spędzane na zdobywaniu mniejszych lub większych szczytów, wzdłuż szlaku i daleko poza nim. Wieczorami i nocami relaks przy z pozoru infantylnych grach, które okazywaly się ogromnym powodem do radości i salw śmiechu. Eh, szkoda,że tak krótko:(
Tradycyjnie z wyjazdu pozostała masa zdjęć i słów kluczy, cały worek wspomnień i plany kolejnego wspólnego wypadu,że o imprezach w mieście nie wspomnę.
Ekipę tworzą ludzie, a z Tymi ludźmi naprawdę nie można się nudzić, przy okazji wychodzi na jaw prawdziwa natura człowieka;P
Kończe na teraz, a dla wtajemniczonych – „Żołnierze hardcoru walczą do oporu, tak” :DD

Po kilku chłodnych i deszczowych dniach wróciło słoneczko. Dziś było tak ciepło, że przesiedziałam cały dzień na zewnątrz. Trzeba korzystać z ostatnich ciepłych dni. Jak znam życie, kiedy pojedziemy w góry pogoda się rypnie i nie będzie nam dane skorzystać ze wszystkich uroków gór.
Spotkałam się ostatnio ze swoją przyjaciółką z liceum. Nie widziałyśmy się od 3 lat chyba. Aż pewnego wieczoru postanowiłam obejrzeć film ze swojej (i jej zarazem) studiówki. Napisałam do niej(oczywiście jedynym miejscem, gdzie miałysmy jakiś kontakt była n-k), czy nie mogłybyśmy się spotkać. Obawiałam się,że zarzuci mi szukanie kontaktu po tylu latach, ale bardzo się ucieszyła i zaprosiła do siebie na weekend. Niestety okazało się,że przyjęli pracę, której jestem współtwórcą na kongres naukowy i konieczne było jej dopracowanie. Toteż weekend miałam spędzić nad bazą danych i wszelkiej maści statystykami. Spotkałyśmy się więc w mieście, gdzie znajduje się Nasze LO. Przy kawie powspominałyśmy, poplotkowałyśmy i obgadałyśmy wszystkich wspólnych znajomych;)Potem w celu zakupów przemierzyłam połowę owego miasta ścieżkami, które odkrywałam przez 3 lata edukacji. Eh, to już 3 lata. Szybko minęło.
Latka już nie te, więc po wycieczce nogi mało mi nie odpadły i przez następne dwa dni chodziłam na palcach:/

Tyle na dziś:P

Pozostał miesiąc wakacji. Tylko jakoś dla mnie wrzesień to taki mało wakacyjny miesiąc. Słońce już jakoś mniej gorące a i dni coraz krótsze. W TV jesienna ramówka, a wszystko wokół zdaje się popsuć człowiekowi ten ostatni miesiąc wakacji. Przydałaby się conajmniej 20-dniowa podróż w tropiki;) eh, pomarzyć można.
Bilans dotychczasowych wakacji jest taki,że rozpadła się większość związków moich znajomych, co przez pewien czas przyprawiało mnie o dreszcze, bo było tak niespodziewane. Z drugiej strony w innej grupie moich, co prawda dalszych,ale jednak znajomych, śluby i narodziny. Widać w przyrodzie musi być równowaga.
Siedząc w domu i wystawiając moją skórę, usianą znamionami wszelakiej maści, na działanie jakby nie było onkogennych promieni słonecznych, opracowałam plan działań na najbliższy rok. Ciekawe tylko, czy starczy mi zapału i czasu.
Jestem jednak pełna pozytywnych myśli.
Kończę i nie wiem,czy przed październikiem coś napiszę, bo jakoś weny brak.

Jest lato. Żar się leje z nieba. Siedząc w domu akurat to mi nie przeszkadza, bo gdy chcę wychodzę do ogrodu i zmuszam moją kiedyś bladą skórę do nabrania kolorów. Jest tak gorąco,że po kilkunastu minutach trzeba zwiewać do środka, bo wszystko zaczyna tętnić. w każdym razie dążę do tego, by powiedzieć,że śródziemnomorkie temperatury to ja mam przed domem i jeśli nie mam akurat czegoś do załatwienia to jest idealnie. jak już nabiorę odpowiedniego koloru (eh, nigdy nie będzie taki, jak Żubreca), to resztę wakacji będę mogła spędzić w inny sposob niz leżenie plackiem na plazy.
Wielkim minusem wakacji w domu jest nieograniczony i całodobowy dostęp do jedzenia, co niestety w  stanie gastrofazy, w którym się znajduję, nie jest rozwiązaniem korzystnym dla mojej figury. Do tego ataku głodu dostaję zwykle ok. godz. 23 i niekoniecznie jeden pomidor jest go  w stanie zaspokoic. Chyba zacznę kłaść się wcześniej.
Aha, jeszcze refleksja na temat „co się dzieje na polskim rynku muzycznym?”. Włączam popularny polski kanal muzyczny (co to człowiek z nudów robi) i co widzę…  Jakieś dziewczę wystylizowane na Lady GaGa „spiewa ” bardzo ambitny tekst wyginając sie w klipie jak wąż porażony prądem. To już nie mamy pomysłów na własnyh artystów?? Alez mamy … Chociaż chyba nie do końca  mi o to chodziło- nie odwracając wzroku z stronę ekranu słysze utwór po polsku. Brzmi jak znana od lat nasza narodowa wokalistka. a to taka zmyłka (przepraszam za ten wyraz:)), bo okazuje się,że kobieta śpiewa bardzo podobnie do wspomnianej przeze mnie pani, wizualnie też ją przypomina,ale to zupełnie inna osoba. Eh, jak nie cudzych to własnych artystow kopiujemy.

Dla odmiany, mało patriotycznie,ale taka mała podróż w czasie:

W domu

3 komentarzy

Nie wiem jak mam ogarnąć dwa ostatnie tygodnie w tej notce. Tak w wielkim skrócie postaram się opowiedzieć. Otóż obóz chirurgiczny przerósl moje najśmielsze oczekiwania. Myślałam,że będzie to wyglądało mniej więcej tak :rano szpital- tak do 14, potem jedno wielkie picie i po 3 godz snu, jak to na obozach studenckich. Sprawdziło się jedynie przeczucie o ilości snu. Istotnie zanim zasnęłam , budzik juz dźwięczał.
Do szpitala chodziliśmy co drugi dzien, bo wystarczyły po 2 osoby na jeden z 3 oddziałów. Chodziliśmy na ginexy, chirurgie i ortopedię z czego ku mojemu rozczarowaniu na ginekologii było najgorzej (lekarze tacy „dziwni”, a i niewiele do roboty, wychodziliśmy po 15 min.).  Kilka wizyt na bloku, cała jedna asysta i masa śmiechu, bo oprócz ginekologów reszta lekarzy była naprawdę fantastyczna.
W kazdym razie szpital nie zabierał nam więcej niż 10 h tygodniowo, dzięki czemu mogliśmy korzystać z pieknej pogody. JA, Totalne beztalencie siatkarskie codziennie biegałam z resztą na boisko rozgegrać pasjonujący mecz. Całe ręce miałam posiniaczone, ale co to znaczy, gdy się ma z gry taką przyjemność. Ludzie na obozie genialni, mała grupa- co ma i plusy i minusy, każdy dzień wypełniony do ostatniej chwili. Walki z właścicielką pensjonatu, bo przeciez cisza nocna o 22:)Wyprawa do tamtejszej”mordowni” i pływanie kajakami, które nastęonego dnia zaowocowało mega-zakwasami. Oczywiście nie można zapomnieć też o jakimś paskudnym choróbsku, co to mnie dopadło po 5 dniach podbytu. Skończyło się antybiotykiem i kilogramami chusteczek higienicznych. Aha, w ramach oszczędność prawie codziennie sobie gotowaliśmy. Mniammmm, tego się nie da opisać słowami.
Tyle o obozie. Za rok też pojadę, niech to będzie najlepsze podsumowanie.
Teraz 2 tygodnie w domu, muszę się w końcu wyspać;)
Pa

Wielkie porządki zakończyły się zniszczeniem wszystkich gromadzonych przez lata papierków, notatek, zeszytów  i innych niezidentyfikowanych obiektów. Przy okazji w ręce wpadły mi pisane w dzieciństwie pamiętniki <Narody, dobrze,że z niektórych rzeczy się wyrasta>. Znalazłam też zrobioną w trzeciej klasie gimnazjum pracę pt. ” Mój wymarzony zawód”. Miałą formę 100% wydruku z power pointa, slajdy oczywiście niebieskie i ‚cliparty’ z systemu. Praca dotyczyła zawodu lekarza, a tekst był żywcem przepisany z podanego na końcu jako źródła,”Victora Gimnazjalisty”;) Zakładam,że była to praca napisana(przepisana) na zakończenie jakiegoś przedmiotu, bo o medycynie zaczęłam myśleć dopiero po miesięcznych feriach w szpitalu, kiedy to stwierdziłam,że przystojni faceci idą na te studia:))) Tak, poza moim fatalnym występem na olimpiadzie polonistycznej, fakt opisany powyżej zadecydował o tym,że wybrałam lo z renomowaną klasą biol-chem, co w konsekwencji sprawiło,iż piszę dziś o moich zmaganiach z medycyną a nie np. z prawem. Ciekawe, co pomyślę, jak znajdę tę pracę za kilka lat. Czy dziecięce marzenia się spełnią? Czy nie będę  żałować,że kiedyś coś takiego strzeliło mi do głowy. A może znów jakiś przypadek przewróci moje plany do góry nogami…
Eh, się refleksyjnie zrobiło. Ze spraw przyziemnych, mój wniosek o paszport został przyjęty. Oczywiście zbyt gładko nie poszło, bo system nie chciał przyjąć  odcisku
mojego paluszka. Prawie go sobie połamałam, a udało się chyba za 6 razem. To nie był koniec… Został jeszcze drugi palec do odciśnięcia:P Ten poszedł już sprawniej- za 3 podejściem. Zdjęcie oczywiście fatalne, ale jak to mawia moja Mama, na zdjęciach się wychodzi tak, jak się wygląda:))) Teraz tylko miesiąc oczekiwania i nowy dokument w kieszeni, bo w portfelu się nie zmieści.
Pogoda zwariowała, zimno, pochmurno i burze:(
Finito


  • RSS